Czasami w wolnym czasie zajmuję się pisaniem. Nigdy nie upubliczniałam moich wypoci, ale uznałam, że powinnam się z kimś dzielić tym co piszę, dlatego wstawiam fragment opowiadania, które napisałam około pół roku temu. Jeżeli ktokolwiek to czyta niech napisze co sądzi.
"Nie ma czegoś takiego jak samotnośc; samotność to złudzenie. Myśli ludzkie zawsze mkną ku innym i to daje chociaż w małym stopniu poczucie jedności z tymi osobami" Te słowa nie miały już żadnego znaczenia. W głowie Kornelii kłębiły się tysiące myśli skierowanych ku jednej osobie. Osobie, która odeszła. Nie odeszła tak jak robi się to zazwyczaj. Zabrakło jakiegokolwiek pożegnania, zabrakło łez z nim związanych. Odejście to wywołyło ogromną pustkę w całym życiu młodej dziewczyny.
Od tego czasu minął rok. W ciągu tego czasu wiele się zdarzyło: miliony,wzlotów,upadków,uśmiechów, łez, marzeń... Ten rok dał Kornelii czas, w którym mogła odzyskać nadzieję na powrót wszystkiego do normalności. Dziewczyna czasem leżała i patrzyła w sufit, analizując każdy moment swojego życia. Nie chciała o niczym zapomnieć. Po pewnym czasie doszła do wniosku, że gdyby mogła cofnąc czas niczego by nie zmieniła, bo dzięki wszystkim wydarzeniom, które przeżyła stała się wspaniałą osobą. Niestety doszła do tez do wniosku, że z czasem prawie wszystkie wspomnienia są coraz mniej wyraźne, aż w końcu całkiem znikają, a ich miejsce zajmują nowe.
Jednym z starszych wspomnień był jej ojciec. Od jego śmierci minął rok. Zginął nagle, w wyniku udaru krwotocznego mózgu. Kornelia nie miałą czasu, żeby się pożegnać, dlatego napisała do niego list.
Kochany tato,
Nie ma Cię z nami już 383 dni. W tym czasie wiele się zmieniło. Jednak nie chcę o tym opowiadać, bo jestem pewna, że nas widzisz z swojego miejsca w niebie. Tym listem chcę się z Tobą pożegnać, powiedzieć wszystko czego nie zdążyłam.
Jesteś jedną z osób, która nauczyła mnie kochać. Kochac bezinteresownie. Miłością jaka występuje tylko między rodzicem, a dzieckiem. Wierzę, że kiedyś będę mogła nauczyć tego swoje dzieci, a potem moje dzieci nauczą tego moich wnuków i wnuczki. Cały czas byłeś moim bohaterem może tego nie okazywałam, ale tak było. Byłes bohaterem w sprawach małych i dużych. Pamiętasz jak byłam mała i bałam się w nocy potworów? Zawsze wiedziałam, że mogę do przyjśc do Ciebie i mamy, a wy mnie przytulicie. Nauczyłeś mnie jak być wartościową osóbą, jak pięknie żyć. Popełniałeś błędy jak każdy, ale potrafiłes się do nich przyznać, dzięki temu Twoje dzieci posiadły tę umiejętność, niezwykle cenną w tych czasach. Potrafiłeś poświęcić właśnie szczęście na rzecz swojej rodziny. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy... Tato, kocham Cię zawsze będziesz pierwszym mężczyzną, którego pokochałam. Moją pierwszą "miłością". Jak byłam mała chciałam miec pokój z balkonem, żeby mógł po mnie przyjechać i mnie zabrać do swojego zamku, teraz wiem, że mieszkałam w małym zamku, a ty byłes rycerzem, który pomagał małej księżniczce spełniać marzenia i czuć się bezpiecznie. Obiecuję, że postaram się nigdy nie zapomnieć o tym co dla mnie zrobiłeś i jak ważną osobą byłeś dla mnie.
Żegnaj...
Kornelia
niedziela, 6 kwietnia 2014
sobota, 8 marca 2014
#23
W 1904 r. po raz pierwszy świat ujrzał sztukę napisaną przez James'a Barriego zatytułowaną "Piotruś Pan". Na podstawie przedstawienia powstała książka tego samego autora. Potem kręcono wiele filmów, z których obejrzałam większość, ale tylko jeden jakoś szczególnie mnie poruszył. Ekranizacją, o której mówię to "Marzyciel" z 2004 r.
Tytułowym bohaterm jest James Barrie. Film pokazuje genezę "Piotrusia Pana". James pewnego dnia spotyka w parku wdowę i jej synów. Szybko się zaprzyjaźniają. James uwielbia spędzać czas z chłopacami. Podczas zabaw zabiera ich do niezwykłej krainy- Nibylandii. Mieszka tam chłopiec, który nie chce dorosnąć i wierzy, że jest to możliwe. Jego wiara jest tak wielka, że marzenie się spełnia. I taki jest główny przekaz filmu. Jeżeli będziemy w coś wierzyć wystarczająco mocno stanie się to prawdą. Trzeba pamiętać, że nine we wszystkich sytuacjach to działa. Niestety czasem trzeba zetknąć się z rzeczywistością, ale myślę, że każde złe wydarzenie ma jakiś sens. Gdyby nie wszystkie negatywne przeżycia nie byłabym osobą, która teraz jestem i , z której mogę być dumna. Wracając do tematu, nie przestawajmy marzyć i wierzyć w marzenia. W filmie jest powiedziane, że jeżeli dziecko przestaje wierzyć we wróżkę, to ta umiera. Myślę, jest to metafora do życia ludzkiego. Jeżeli ktoś przestaje marzyć, nie ma już żadnego celu, ani w żaden sposób nie działa jego wyobraźnia. Prowadzi to do powstawania bezuczuciowego społeczeństwa. Jest to dosyć smutne zjawisko, ale cóż. Oprócz marzeń wierzcie w swoje możliwości. Jeżeli nikt nie będzie wierzył, że wam się uda to prawdopodobnie poniesiecie porażkę. Marylin Monroe powiedziała"Jeżeli ty w siebie nie uwierzysz, to kto to zrobi?", chyba nie muszę tego tłumaczyć.
Chyba tyle na dzisiaj. Teraz idę spać. Dobranoc. Pamiętajcie, żeby pomarzyć przed snem.
Tytułowym bohaterm jest James Barrie. Film pokazuje genezę "Piotrusia Pana". James pewnego dnia spotyka w parku wdowę i jej synów. Szybko się zaprzyjaźniają. James uwielbia spędzać czas z chłopacami. Podczas zabaw zabiera ich do niezwykłej krainy- Nibylandii. Mieszka tam chłopiec, który nie chce dorosnąć i wierzy, że jest to możliwe. Jego wiara jest tak wielka, że marzenie się spełnia. I taki jest główny przekaz filmu. Jeżeli będziemy w coś wierzyć wystarczająco mocno stanie się to prawdą. Trzeba pamiętać, że nine we wszystkich sytuacjach to działa. Niestety czasem trzeba zetknąć się z rzeczywistością, ale myślę, że każde złe wydarzenie ma jakiś sens. Gdyby nie wszystkie negatywne przeżycia nie byłabym osobą, która teraz jestem i , z której mogę być dumna. Wracając do tematu, nie przestawajmy marzyć i wierzyć w marzenia. W filmie jest powiedziane, że jeżeli dziecko przestaje wierzyć we wróżkę, to ta umiera. Myślę, jest to metafora do życia ludzkiego. Jeżeli ktoś przestaje marzyć, nie ma już żadnego celu, ani w żaden sposób nie działa jego wyobraźnia. Prowadzi to do powstawania bezuczuciowego społeczeństwa. Jest to dosyć smutne zjawisko, ale cóż. Oprócz marzeń wierzcie w swoje możliwości. Jeżeli nikt nie będzie wierzył, że wam się uda to prawdopodobnie poniesiecie porażkę. Marylin Monroe powiedziała"Jeżeli ty w siebie nie uwierzysz, to kto to zrobi?", chyba nie muszę tego tłumaczyć.Chyba tyle na dzisiaj. Teraz idę spać. Dobranoc. Pamiętajcie, żeby pomarzyć przed snem.
sobota, 1 marca 2014
#22
Mam teraz ferie i za dużo czasu namyślenie, w związku z czym zastanawiam się nad pytaniem : co jest ważniejsze, sukces życiowy czy kontakty międzyludzkie? Pewnie większość osób odpowie, że to drugie, ale mam wrażenie, że od dzieciństwa jesteśmy przekonywani głownie przez nauczycieli, że jeżeli nie zdobędziemy wykształcenia to nic nie osiągniemy i wylądujemy w marginesie społecznym. Jednak jest wiele osób, które nie skończyły szkoły i są podziwane. Osiągniecie szczytu czasami wiąże się z unicestwianiem innych, bardziej utalentowanych osób. W tym momencie warto zadać sobie pytanie czy taki sukces jest przyczyną naszej ciężkiej pracy czy nielicznia się z uczuciami i prawami innych. Proponuję kierować się słowami "Work hard nad be nice to people". Ja to robię i jestem zadowolona ze swoich osiągnięć. Mimo tego coraz częściej zauważam, że w szkole w moim bliskim otoczeniu są osoby, które przeszkadzają mi zdobyciu postawionego wcześniej celu. I co mam robić w takiej sytuacji? Najchętniej na przerwach siedziałabym sama i do nikogo się nie odezwała, ale już za późno na takie decyzje... Próbuje wiec uczestniczyć w życiu towarzyskim klasy, chociaż średnio mi to wychodzi, bo wole moich znajomych spoza szkoły. I tym sposobem nie odpowiedziałam na pytanie postawione na początku. Zostawiam was więc z przemyśleniami nie mającymi większego sensu.
sobota, 8 lutego 2014
#21
Ostatnimi czasy oglądam sporo bajek Disney'a. Wynika to z mojej ogromnej niechęci do dorastania. Mogłabym mieć już zawsze 15 lat.
Dzisiaj mój wybór padł na "Drogę do Eldorado". Zanim zaczęłam oglądać zadałam sobie pytanie "Co jest moim Eldorado?", ale w miarę upływu filmu zauważyłam, że miasto oplywające złotem nie dało nikomu zbyt wiele szczęścia. Co więcej budziło w niektórych ludziach najgorsze uczucia. Teraz zastanawiam się czy to miejsce jest naprawdę tak cudowne jak jest opisywane w mitach i legendach. Elodrado literaturze to symbol bogactwa i osiągnięcia niezwykłego rozwoju cywilizacyjnego przez starożytnych mieszkańców Ameryki. Tylko czy właśnie nie to bogactwo doprowadziło do zniszczenia wszystkich cywilizacji przez kolonistów?
Gdy ktoś mówi o swoim Eldorado, mówi o najwyższym z celów jaki ma. Jaki jest mój? Za 20 lat spełniać się zawodowo, mieć trójkę dzieci, wspaniałego męża. Czasem też marzę o bycia wpływową kobietą jak Anna Wintour czy niegdyś Jackie Kennedy albo moja ukochana Maria Callas. Jednak to chyba nie jest najważniejsze, bo to zawsze się wiąże z częściową utratą zycia osobistego. Na razie zostanę przy wersji stworzenia swojego małego,bajkowego świata, a potem zobaczę co będzie.
Dzisiaj mój wybór padł na "Drogę do Eldorado". Zanim zaczęłam oglądać zadałam sobie pytanie "Co jest moim Eldorado?", ale w miarę upływu filmu zauważyłam, że miasto oplywające złotem nie dało nikomu zbyt wiele szczęścia. Co więcej budziło w niektórych ludziach najgorsze uczucia. Teraz zastanawiam się czy to miejsce jest naprawdę tak cudowne jak jest opisywane w mitach i legendach. Elodrado literaturze to symbol bogactwa i osiągnięcia niezwykłego rozwoju cywilizacyjnego przez starożytnych mieszkańców Ameryki. Tylko czy właśnie nie to bogactwo doprowadziło do zniszczenia wszystkich cywilizacji przez kolonistów?
czwartek, 23 stycznia 2014
#20
Dzisiaj temat rzeka czyli tolerancja. W mediach można usłyszeć o tym, że gdzieś dyskryminowano druga osobę ze względu na pochodzenie, rasę itd. Akty te najcześciej spotykają sie z ogólnym potępieniem. Jest to niewątpliwe dobra reakcja, ale czy to nie jest tylko gołosłowny akt? Niestety coraz częściej wydaje mi się że tak. Dzisiaj wzięłam udział w dyskusji, w której miałam inne zdanie niż pozostali. Nic by sie nie stało gdybym nie została obrażona ze względu na swoje poglądy. Osoby które mnie najbardziej uraziły codziennie trąbią o równości. Moi drodzy czy to nie jest zaprzeczenie samemu sobie? Bierzmy odpowiedzialność za swoje słowa. Trochę empatii nigdy nikomu nie zaszkodziło :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



